środa, 29 stycznia 2020

„Gdy pojawi się problem” John Townsend

Czasem w naszym życiu dochodzi do takich zwrotów akcji, że dzieje się coś zupełnie zaskakującego, trudnego, wgniatającego w ziemię. Utrata pracy, zdrowia, zdrada, wypadek. 

Stajemy pod murem z poczuciem, że nie wiadomo co będzie dalej. Jak się wtedy zachować? Co zrobić by wybić się z beznadziei, by dobrze poradzić sobie z problemem?
O tym jest ta mała, niepozorna publikacja…



Kilkakrotnie pisałam już o książkach tego autora. John Townsend jest psychologiem, trenerem biznesu, autorem wielu książek i poradników. To, o czym pisze i w jaki sposób to robi jest wynikiem jego wieloletniej praktyki i kontaktu z ludźmi. Nie ma więc mowy o wydumanych dywagacjach i sytuacjach oderwanych od życia.



Tym razem autor prowadzi jakby za rękę, pomagając czytelnikowi krok po kroku przejść przez sytuację graniczną. Czy robi to odpowiednio? Moim zdaniem tak.

Uczy nazywać swoje uczucia, tłumacząc dlaczego jest to tak ważne. Pokazuje jak istotne jest otaczanie się właściwymi ludźmi i wzmacnianie swoich granic. Mówi o uwolnieniu od strachu i braniu odpowiedzialności za to, co zależy ode mnie. Pokazuje jak stworzyć plan z jasnymi kryteriami oceny, popychając na końcu do działania.
Walcz ze swoim strachem w świadomy i intencjonalny sposób. Zrozum, że wszyscy odczuwamy strach. Wolni od niepokojów są jedynie ci ludzie, którzy żyją w zaprzeczeniu albo są po prostu bezmyślni. Więc uświadom sobie swój strach i zapanuj nad nim. Str. 75
Choć książka jest obrazem rzeczywistości trudnej, której ze swej natury chcielibyśmy uniknąć, przedstawiona jest bardzo jasno i prosto. Autor nie owija w bawełnę, nie nadużywa cierpliwości czytelnika zbytnimi opisami. Jest bardzo klarowny (stąd pewnie zaskakująco mało stron publikacji!), ale jednocześnie miałam poczucie, że powiedział wszystko to, co powinno paść by móc zrobić krok w przód.



Poradniki mają to do siebie, że ich odbiór może być bardzo subiektywny – w zależności choćby od naszej otwartości, znajomości siebie, wyznawanych wartości. 

Mnie ta książka przekonała. Zachęcam do jej lektury, choćby po to, by zmierzyć się ze spojrzeniem autora – sądzę, że nawet jeśli nie do końca będziesz się z nim zgadzać, to po lekturze tej książki zostanie w tobie wiele cennych myśli.

Dziękuję Wydawnictwu Koinonia za egzemplarz książki!

Tytuł Gdy pojawi się problem
Autor John Townsend
Liczba stron 120



Inne publikacje autora, o których pisałam:

środa, 22 stycznia 2020

„Sekret zwycięstwa. Jak wygrywać w codziennych bitwach” Laura Mary Phelps

Sekret zwycięstwa to poradnik (bądź bardziej przewodnik) kobiety, która opowiada o tym czego doświadcza i jak wpływa to na jej codzienność. 



Laura Mary Phelps jest niezwykle otwartą i szczerą katoliczką, która przeszła pewną drogę i dzieli się jej owocami. Pokazuje nam rzeczywistość duchową, z jaką mierzy się kobieta w bardzo prosty i przystępny sposób. Bardzo wprost mówi o duchowej walce, nie straszy jednak ani nie głaszcze czytelniczki po głowie. Pokazuje jak zacząć działać, jakie trudności mogą pojawić się na naszej drodze i jakie środki możemy wykorzystać by je pokonać skutecznie i z sensem – daje ku temu konkretne narzędzia i wskazówki.

Piętnaście etapów, każdy rozdział książki to kolejny krok, który ćwiczy ufność w Boży plan na nasze życie. Bardzo szczere, bezkompromisowe, do szpiku kości katolickie. Zwyczajnie dobre i lekkostrawne – choć wcale nie oznacza to, że łatwe do wcielenia w życie.

Coś, co niezwykle mocno ujęło mnie w tej książce to szczerość i poczucie humoru autorki. Mówi o rzeczach niezwykle trudnych, ale nie robi z nich bożków. Szuka rozwiązań, ale nie udaje, że problem nie istnieje, nie marudzi i nie budzi we mnie poczucia, że jest kimś lepszym, mądrzejszym.
Chciałabym być kobietą, która mówi: „Oto ja, służebnica Pańska. Niech mi się stanie według Twego słowa”. Na razie mówię: „O kurczę! Serio?”. Zdecydowanie muszę nad tym popracować. Str. 103
Czy masz świadomość tego, że trwa bitwa o twoje serce i życie? Jakie obrazy kształtują twoją codzienność? Jak często myślisz o tym, co ja z tego będę miała? Jak powinno wyglądać małżeństwo? Co jeśli czujesz, że twoje życie nie ma sensu? Czy potrafisz przyjmować swój krzyż? Czy masz poczucie, że w twoim życiu panuje bałagan, który nigdy się nie skończy? Czy zapraszasz Boga do układania grafiku twojego dnia? Czy wiesz, co jest twoim prawdziwym powołaniem? Czy jest w twoim życiu coś, co uważasz za niesprawiedliwe? Czy w czasie zamętu potrafisz skupić się na Bogu? Czy masz czasem poczucie, że musisz robić wszystko sama, bo inaczej nie zostanie to zrobione właściwie? Czy ufasz bardziej Bogu czy swoim „asekuracjom”? Czy potrafisz przyznać się publicznie do swojej wiary?

Jeśli którekolwiek z tych pytań dotyka Twojego serca – bardzo polecam lekturę książki. 



Przyznaję, że ta książka nie była dla mnie mocno odkrywcza. Wiedziałam o wszystkim tym, co w niej przeczytałam. 

Ciesze się jednak, że pewne rzeczy usłyszałam na nowo, w takiej a nie innej narracji autorki. Mnie przekonała – głównie tym, że pokazuje życie, którego sama doświadczam. Życia, które nie jest łatwe, jak z instagramowego obrazka, ale może być pięknie przeżyte jeśli nie zejdzie się zbyt wcześnie z pola bitwy. Jak to zrobić? Odsyłam do lektury.



Dziękuję Wydawnictwu eSPe za egzemplarz książki i odwagę puszczenia jej na polski rynek katolickich książek – to był bardzo dobry krok!

Tytuł Sekret zwycięstwa. Jak wygrywać w codziennych bitwach
Autor Laura Mary Phelps
Liczba stron 176
Wydawnictwo eSPe

Książkę można nabyć m.in. u wydawcy oraz w salonach sieci EMPIK.

poniedziałek, 20 stycznia 2020

„Syberyjski Trans” Stanisław Kalisz

W listopadzie 2017 pisałam Wam o książce Stanisława Kalisza Syberyjski TRANS (TUTAJ). Gdy dowiedziałam się od Wydawnictwa Bernardinum, że wyszła druga część opowieści, bardzo chciałam ją poznać.



Rzadko zdarza mi się dokładnie pamiętać fabułę książki mimo upływającego czasu. Pamiętałam pierwszą część TRANSU, podobne doświadczenie ma mój mąż. Druga część nie była więc dla mnie wielkim zaskoczeniem, ale raczej kontynuacją czegoś, co trochę poznałam. Nie oznacza to jednak, że była łatwa. Wręcz przeciwnie.

Stanisław Kalisz to dziennikarz, filmowiec i dokumentalista. Stworzył wiele filmów i reportaży o Rosji. W trakcie lektury obserwujemy również jego pracę od kuchni.
Tym razem możemy poznać historię budowy Kanału Białomorsko-Bałtyckiego, widząc okrucieństwo z jakim traktowano więźniów pracujących przy budowie. Autor pokazuje tę historię od strony bardzo ludzkiej, przepełnionej wspomnieniami pełnymi bólu. Unaocznia na czym polegał eksperyment ulepszania człowieka – pieriekowka. Szczerze? Te opowieści mną wstrząsnęły.
Kanał był sztandarową budowlą pierwszej pięciolatki, a do tego miał nosić imię samego Stalina, strącone głowy można by liczyć w tysiące. Panował na budowie istny obłęd, ale „plany” zakładały też wyznaczoną liczbę rozstrzeliwań, więc i z tego obowiązku musiano się rozliczać z całą skrupulatnością. Str. 103
Dotykamy wiele ludzkich historii z przesiedleniami w tle. Opowieści o tym jak rozbijano rodziny, wywożąc je na koniec świata – bo tych miejsc niestety inaczej nazwać się nie da. Jak radzili sobie ludzie pozbawieni wszystkiego, w zupełnie obcym sobie środowisku? Ilu z nich udało się wrócić do Polski? Kalisz spotyka się z potomkami przesiedleńców, ich wspomnienia zapierają dech…
Byliśmy bardzo wyczerpani i głodni. Była Wigilia. Gospodyni zaprosiła do środka chatynki i ugotowała ziemniaki. Jeszcze gorące, w łupinach rozsypywała na gołym stole. Takiej uczy w całym późniejszym życiu już nie doświadczyłem. Biedni, skromni ludzie podzielili się z nami, z obcymi, tym, czym mogli. Str. 240
Autor zabiera nas również w podróż Koleją Transsyberyjską i przyznaję, że ta część książki wzbudziła we mnie najcieplejsze uczucia. O wielodniowych podróżach, podczas których poznawano różne osoby, tworząc ciekawe relacje i poznając kawał prawdziwej i szczerej opowieści o życiu. 

 

Kalisz serwuje czytelnikowi nie tylko lekcje historii. Pokazał wiele osób żyjących dziś – część z nich nosi w sobie ból i trudne wspomnienia, choć nie widać w nich nienawiści. Poznajemy ciekawe i barwne miejsca. Czasem widzimy ile ludzka dobroć i prostota potrafi otworzyć drzwi i serc, rozwiązać języków.


Nie są to opowieści łatwe, do poduszki. Pokazują trudną i bolesna rzeczywistość. Warto ja poznać w wydaniu Kalisza – w moim odczuciu jest tu zarówno dziennikarska rzetelność jak i zwykła ludzka twarz postalinowskiej rzeczywistości.
Szczerze i gorąco polecam!
Dziękuję Wydawnictwu Bernardinum za egzemplarz książki do recenzji!
Tytuł Syberyjski Trans. Część 2. Żywe legendy i inne historie
Autor Stanisław Kalisz
Liczba stron 344
Wydawnictwo Bernardinum

poniedziałek, 13 stycznia 2020

Jak znaleźć męża/żonę? Książki Marka Gungora

Mark Gungor to najszczerszy i najbardziej bezpośredni autor publikacji dla par i ludzi, którzy chcą wejść w związek, jakiego znam. Tym razem trafiły do mnie dwie publikacje – dla kobiet i mężczyzn, którzy szukają życiowego partnera.



Gungor jest amerykańskim pastorem, więc jego rozważania oparte są na nauczaniu Pisma Świętego (uprzedzając pytanie – nie znalazłam w jego wypowiedziach nic co byłby niezgodne z nauczaniem Kościoła Katolickiego). Jego bezpośredniość i nazywanie pewnych rzeczy wprost może budzić zdziwienie, niesmak, albo zachwyt – wszystko zależy od wrażliwości odbiorcy. Nie jest to pierwsza książka autora, którą czytałam, wiedziałam więc, że będzie wprost, obrazowo i …bez dyskusji.

Obie pozycje są do siebie bardzo podobne, niektóre fragmenty się powielają. Jeśli jesteś już w związku, kup drugą dla partnera. Jeśli jesteś singlem – zachęcam tym bardziej.
Co tym razem pastor chciał przekazać czytelnikom?

W dość brutalny sposób zaczyna od tego, że Bóg nie da ci żony/męża, bo należy poszukać samemu. Nie wyklucza tu modlitwy o małżonka, ale pokazuje, że warto wyjść do ludzi, bo inaczej szukanie okaże się mrzonką. 

W dość bezkompromisowy sposób mówi o tym, by zadbać o swój rozwój i emocjonalne zdrowie zanim wejdzie się w związek, bo ten nigdy nie rest receptą-zapchajdziurą na nasze emocjonalne braki. Oczekiwanie od małżonka, że zaspokoi 100% naszych emocjonalnych potrzeb się nie sprawdza, bo żaden człowiek nie jest w stanie tego zrobić. Pokazuje też dlaczego słowa „jak się ożeni, to się odmieni” są ślepą uliczką z dramatem na końcu.

Gungor daje bardzo konkretne rady np. by szukać partnera z charakterem (który nie ucieknie, gdy pojawią się pierwsze problemy – choroba, kryzys finansowy itd.); mówi na co warto zwrócić uwagę wybierając potencjalnego kandydata na męża/żonę (tak wprost, że bardziej się chyba nie da!); pokazuje błędne koła myślenie w stylu „nie ma dla mnie nikogo”; podpowiada jak traktować rady od innych ludzi.

Coś, co było dla mnie jedną z najmocniejszych stron tej publikacji to słowa o życiu seksualnym – autor dotyka m.in. tematu masturbacji, erotycznych fantazji i poprzednich związków. Podaje wyniki badań naukowych, pokazuje jak seksualność jest ważna i potrzebna w małżeństwie i jak warto ją chronić przed tym by nie zacząć traktować siebie i innych użytkowo, dla zaspokojenia chwilowych żądz.
Spełnienie seksualne jest jak najbardziej OK. Właściwie to jest więcej niż OK, bo jesteśmy istotami seksualnymi i zostaliśmy stworzeni po to, aby mieć seksualne potrzeby i je zaspokajać. A jeśli ciebie seks nie interesuje, odłóż tę książkę, przestań chodzić na randki i kup sobie psa. str. 74
Masturbacja jest pójściem na łatwiznę. Zamiast z miłością służyć mężowi lub żonie swoim ciałem i swoja uwagą, osoba oddająca się masturbacji służy tylko sobie samej. str. 95
Dlaczego Mark Gungor uważa, że po roku związku należy podjąć decyzję o ślubie bądź rozstaniu? Co z tymi, którzy są singlami przed czterdziestką? 

Książki dotykają wielu aspektów (samotność, fałszywe wyobrażenia, seks, małżeństwo), warto je przeczytać i zobaczyć co we mnie wywołują. Być może nie zgodzisz się z autorem, może trochę oburzysz jego bezpośredniością. Autor nie chciał jednak przypaść czytelnikowi do gustu, ale nim wstrząsnąć… 

Być może zdarzy się też tak, że to co przeczytasz sprawi, że zrobisz krok w przód. Może ten krok jest ci teraz potrzebny bardziej niż myślisz…

Dziękuję Oficynie Wydawniczej VOCATIO za lekturę!

Na stronie wydawcy TUTAJ i TUTAJ znajdziesz dłuższe fragmenty książek – dzięki nim można zobaczyć styl opowiadania autora, warto!


Tytuł Daj się odkryć czyli jak przykuć jego uwagę/ Jak znaleźć fajną żonę?
Autor Mark Gungor
Liczba stron 136/144
Wydawca Oficyna Wydawnicza VOCATIO
Książkę można nabyć u Wydawcy i m.in. w salonach sieci EMPIK.

„Kocham cię mimo wszystko” Małgorzata Lis

Przeczytałam informację o „romansie chrześcijańskim” i pokręciłam nosem. Tak, nie bardzo łączą mi się te dwa słowa. Gdy jednak przeczytałam od wydawcy cały opis książki, pomyślałam: może czeka mnie fajna powieść na końcówce adwentu? Ależ to było spotkanie światów! Książka Kocham cię mimo wszystko okazała się być dla mnie czymś niezwykle cennym i wyjątkowym!
 


Ania i Marcin to dwoje pokręconych bohaterów. Oboje w jakiś sposób poranieni. Ona znajduje ukojenie w Bogu, on wręcz przeciwnie. Marzą o prawdziwej miłości, a przypadkowe spotkanie w windzie okazuje się być początkiem czegoś zupełnie nowego.
Autorka świetnie pokazała nie tylko losy i historię bohaterów, ale stworzyła też bardzo żywą akcję, sploty zaskakujących wydarzeń i co dla mnie było najmocniejsze – pozwoliła zajrzeć nam w myśli i serca bohaterów. Pokazała ich wątpliwości (Anna całe życie marzyła o wierzącym mężu), cały wewnętrzny świat.

Spotykają się pozornie dwa różne światy, które łączy pragnienie miłości. Czy da się pogodzić oazę z niechęcią do Boga? Co z wartościami, zasadami, rodziną? 

Gdy bohaterowie zostają parą, walczą nie tyle o czystość (choć ten wątek pokazany jest tu pięknie i mocno!), ale również o swoje przekonania, wartości, o samych siebie. Otwierając się nawzajem przed sobą, widzą jak wiele ich łączy, mimo różnic. I choć akcja toczy się tak, że w pewnym momencie dochodzi do rozstania, zdarza się pewna tragedia, która być może okaże się kolejnym zwrotem w historii…

Więcej wam nie zdradzę, by nie zabierać radości z lektury. Dla mnie była to niesamowita przygoda. Sposób narracji autorki sprawiał, że czułam się częścią świata, który wykreowała.


To opis zmagań, wiary i jej braku. Dla mnie jest to książka na wskroś katolicka, pokazująca zmagania dwojga zagubionych ludzi. Czyta się lekko, ale zostawia w sercu poczucie niedosytu. Miałam wrażenie, że dotknęłam jakiejś formy sacrum, która uciekła wraz z zakończeniem lektury. Mam więc nadzieję, że nie jest to ostatnia książka Małgorzaty Lis, bo w moim sercu zostało wielkie pragnienie by czytać…dalej!

Tytuł Kocham cię mimo wszystko
Autor Małgorzata Lis
Liczba stron 416
Wydawnictwo eSPe


Książkę można nabyć u Wydawcy – tutaj oraz m.in. w salonach sieci EMPIK.

sobota, 28 grudnia 2019

„Morderstwo to nie wypadek” Ann H. Gabhart

Morderstwo to nie wypadek to kolejna fenomenalna powieść Wydawnictwa Dreams.
To już III tom z serii Zagadki Hidden Springs – choć można czytać ją zupełnie niezależnie od dwóch poprzednich.




Czytałam wcześniejszy tom z tej serii (tutaj), wiedziałam więc że mogę spodziewać się zaskakującej fabuły, pełnej zwrotów akcji. Nie zawiodłam się!

Ann H. Gabhart już w pierwszym rozdziale pokazuje nam zagubioną nastolatkę Maggie.
Dziewczyna, która pisze pamiętnik w wieżyczce cudzej rezydencji, zostaje niespodziewanie świadkiem zbrodni. Coś, co miało dać jej wytchnienie i odcięcie się od problemów, spowodowało ich nagromadzenie.

Mimo, że ucieka z miejsca zabójstwa, zostawia po sobie ślad – dzwoni na telefon alarmowy. Boi się jednak, że przebywała w niedozwolonym miejscu i unika za wszelką cenę znajomego zastępcę szeryfa, który zaczyna podejrzewać, że to właśnie ona była osobą, która zostawiła po sobie głos pełen lęku.

Zastępca szeryfa Michael nie słucha własnej intuicji i zakłada, że doszło do zwykłego wypadku. Aż do czasu. Znajduje bowiem Maggie, która przyznaje mu, że nie tylko została świadkiem morderstwa, ale również zabójca wie kim jest, gdzie mieszka i że np. ma młodszego brata. Michael za wszelką cenę nie chce dopuścić do kolejnej zbrodni. Wszystko wokół wskazuje jednak, że morderca jest o krok dalej niż stróż prawa…

Kto spodziewa się taniej sensacji z trupem w tle – poczuje się zaskoczony. Autorka fenomenalnie buduje nie tylko napięcie, ale również sylwetki bohaterów. Wodzi nas za nos, nie dając łatwych podpowiedzi, wręcz przeciwnie – do samego końca nie wiedziałam kto jest winnym zabójstwa.

Pokazuje jak na dłoni ich zranienia, pragnienia, problemy. Uświadamia czytelnikowi jak radzą sobie z tym, co jest dla nich trudne i co dzieje się w ich głowach i sercach. Sprawia to, że wkraczamy w świat na pozór na co dzień niedostępny – do głębi ludzkich myśli, pragnień, lęków, do zawiłych rodzinnych koniugacji. Poznając kolejne zakamarki ludzkiego życia, widzimy jak obok tego rozgrywają się kolejne akty gonitwy za mordercą.

Czy winny zostanie znaleziony? Czy będą kolejne ofiary? Czy kobieta z demencją mówi prawdę i to nie pierwsze zabójstwo w tej rezydencji? Czy te zbrodnie coś ze sobą łączy? Czy ludzka pomoc będzie silniejsza od zła? 

Zapraszam do lektury – zapewniam podróż pełną wrażeń, która mimo, że ma w sobie wątek kryminalny, da również chwile wytchnienia, zadumy, nadziei.

Dziękuję Wydawnictwu Dreams za kolejną fenomenalną lekturę!

Tytuł Morderstwo to nie wypadek
Autor Ann H. Gabhart
Liczba stron 384
Wydawnictwo Dreams


Książkę można nabyć u Wydawcy i np. w salonach sieci EMPIK.
Oba zdjęcia są własnością Wydawnictwa Dreams.

„Menel” Włodzimierz Zaczek

Menel to powieść, która bardzo mnie zaskoczyła. Wiedziałam z notki na okładce, że to opowieść o bezdomności, choć nie przypuszczałam, że to zjawisko zostanie przedstawione w taki sposób.


zdjęcie okładki należy do Wydawnictwa Bernardinum

Włodzimierz Zaczek stworzył swego rodzaju podręcznik lekcji historii, gdy krok po kroku pokazywał nam losy pewnego człowieka. Zrobił to w sposób niezwykle zwinny, przejrzysty i wciągający. 

Poznajemy głównego bohatera jako małe dziecko, które wskutek wojny trafia w ręce Niemców. Oderwany z rodzinnego Gdańska, od kochających rodziców, cierpi i podświadomie szuka i tęskni za wszystkim co polskie. Gdy mija wojna, widzimy jak zmaga się z brakiem domu, pracy, rodziny. I choć zawsze pojawiają się w jego życiu dobrzy i życzliwi ludzie, jego historia jest niezwykle trudna. Prześladowania, odsiadka za niewinność, przymusowa praca w kopalni. 

Autor w sposób niezwykle realistyczny opisał jak funkcjonowała codzienność wojenna, sierocińce, pranie mózgu dzieciom. Pokazał też jak działał system komunistyczny w Polsce, w którym po ulicach szalało bezprawie.

W tym wszystkim wskazał mi jednak na człowieka, który najpierw był dzieckiem z traumą, później młodym, który za wszelką cenę walczył o normalność (i przetrwanie). W końcu został mężem, ojcem – choć i to okazało się być okraszone wielkim cierpieniem.
Na ulice trafił ponownie jako emeryt – opuścił dom, który zbudował własnymi rękoma, by nie być zawadą dla zięcia alkoholika i jego rodziny. Tak trafił do altanki, w której zginął wskutek głupiego wybryku młodzieży. Zginął razem z noworodkiem. Jak? Odsyłam do lektury!

Ta książka nie jest oczywista ani sztampowa. Ciągle zaskakuje, jest emocjonalna, ale i pokazuje fakty w sposób niezwykle klarowny. Jest bardzo ciężka – szczególnie dla kogoś, kto na co dzień nie zastanawia się nad ludzkim tragediami. Ta opowieść tragedie obnaża, wystawia na światło. Daje pole do refleksji i pozostawia czytelnika z otwartym sercem i zbolałym umysłem. Dlaczego?

Odsyłam do lektury. To jedna z lepszych książek jakie czytałam, choć jednocześnie była to lektura, którą chciałam jak najszybciej skończyć, przygniatała momentami cierpieniem głównego bohatera. 

Zdecydowanie polecam!

Tytuł Menel
Autor Włodzimierz Zaczek
Liczba stron 384
Wydawnictwo Bernardinum


Dziękuję Wydawnictwu za egzemplarz książki! Książka jest dostępna u Wydawcy.

„Przenoś góry! O nadziei, miłości i wierze studenckim okiem” Natalia Świt

Książka Natalii Świt to dla mnie ogromne zaskoczenie. Informacja na okładce sugeruje, że będzie ona o Regule św. Benedykta. Rzeczywiście jest, ale nie to było dla mnie trzonem tej książki. 



Bez wątpienia było nim głębokie przeżywanie i niesamowita umiejętność ujmowania w słowa trudnej rzeczywistości i głębi życia duchowego autorki. Zatem jest to książka nie tyle o Regule i św. Benedykcie, ale jest opowieścią – jak mówi tytuł – o nadziei, miłości i wierze studenckim okiem. 

Okiem czujnym, czasem zagubionym, innym razem wyraziście pokazującym błędne koła ludzkiego myślenia. Ta książka to coś, co zupełnie wymyka się spod kontroli – sięga bowiem takich strun, których zazwyczaj boimy się dotknąć.
Co takiego jest w ciszy, że aż tak się jej boimy? Co przerażającego jest w odcięciu się od nowoczesnych wynalazków, że komórkę nosimy zawsze przy sobie, by być w ciągłym kontakcie? Jakże wielki kontrast można ujrzeć pomiędzy nami, ludźmi XXI wieku, a świętym Benedyktem, który przez trzy lata być może nie wypowiedział ani jednego słowa! Str. 21
Nie jest to kompendium wiedzy, wykładnia duchowości jak w podręcznikach teologii. To połączenie sacrum z profanum – autorka w swoje osobiste refleksje niejako wplata spojrzenie Benedykta, opowiadając też o nim samym. Pokazano mi życie konkretnego człowieka, które przeplata się duchowością, którą odkrywa.
Podczas lektury odniosłam wrażenie, że święty Benedykt spisał swoje przemyślenia dla tych, którzy chcą codziennie, krok po kroku, iść do Boga. Nie jest to tekst dla sprinterów biegnących przez życie w tempie Usaina Bolta, lecz dla długodystansowców, mających chęć wybrania się w wieloletnią, duchową podróż. Str. 8
To, co było dla mnie trzonem tej książki i co najmocniej przenikało moje myśli to spojrzenie autorki na relacje z innymi ludźmi. Często takie, które naznaczone są bólem, odrzuceniem, niezrozumieniem, niechęcią – tego wszystkiego Natalia Świt doświadczała podczas choroby nowotworowej i depresji. I jak sama mówi – pomoc przyszła do niej spoza Kościoła, bo ludzie, którzy są z nim związani najbardziej zawiedli. 

Niespełnione obietnice, brak zainteresowania człowiekiem stojącym obok, ale też z drugiej strony „sesja chusteczkowa” czyli ramię, w które można się zwyczajnie wypłakać. Głębokie, szczere, dobre na osobisty rachunek sumienia. W tym wszystkim gdzieś pomiędzy jednym a drugim akapitem kawałek Reguły, który kapitalnie oddawał przesłanie autorki.



Zostałam zaproszona do duchowej wędrówki, a każda kolejna strona książki wciągała coraz bardziej, wyduszała wręcz z mojego wnętrza głębszą refleksję. 

Jeśli szukasz lektury na Adwent – ta jest rewelacyjnym pomysłem. Autorka porusza wiele tematów – m.in. o tym jak słuchać, by słyszeć, jak zarządzać sobą w odpowiedni sposób i dlaczego potrzeba nam do tego drugiego człowieka, jak planować, patrzeć na siebie i swoje życie, jakie środki lecznicze oferuje nam Kościół i wiele, wiele innych. To wszystko okraszone benedyktyńską myślą, przeżyciami autorki i pytaniami do refleksji własnej.

Czy polecam? Tak! Choć narracja, która pojawia się w tej książce jest zupełnie czymś innym, niż się początkowo spodziewałam, stała mi się bliska i mocno dotykała mojego patrzenia na siebie, Boga, drugiego człowieka. Jeśli szukasz dobrej duchowej lektury – nie zawiedziesz się!

Dziękuję Autorce za zaufanie, otwartość i pokazanie mi kawałka siebie. Natalio Świt – AMDG!

Tytuł Przenoś góry! O nadziei, miłości i wierze studenckim okiem
Autor Natalia Świt
Liczba stron 284


Fragment książki i informacje o możliwości zakupu można znaleźć  tutaj
https://switprzyherbacie.pl/przenosgory/2019/07/rozdzial-4-uszy-szeroko-otwarte/

czwartek, 21 listopada 2019

„W bałkańskim kociołku” Bożenna Iliev

W bałkańskim kociołku to opowieść o Bułgarii z perspektywy kobiety, która wyjechała na chwilę, ale została na lata. Przyciągnęła ją nie tylko różnorodność Bułgarii, ale również mężczyzna, którego poślubiła. Książka bardzo prawdziwa, bo choć jest reportażem, to z domieszką bardzo osobistych przeżyć i subiektywnego spojrzenia.



Bożenna Iliev podaje nam kociołek i to dosłownie. W jej książce znalazłam wiele krótkich historii – o ludziach, zwyczajach, różnicach bułgarsko-polskich, o złożoności i zawiłości przeszłości Bałkanów.


To wszystko przeplatane pięknymi zdjęciami w bardzo dobrej jakości (Wydawnictwo Bernardinum wydało kolejną wizualną perełkę!) oraz niezliczoną ilością przepisów wprost z tamtejszej kuchni. Mnie mocno zaintrygował przepis na kawę…


Autorka przybliża nie tylko samą Bułgarię, ale znajdziemy także opowieści o innych krajach bałkańskich, które mają z nią wiele cech wspólnych. Pokazuje jak trudno oddzielić to, co jest typowo bułgarskie, od tego co macedońskie lub greckie. W bardzo fajny sposób opisała spory co jest czyje i dlaczego – każdy to co dobre, chce nazwać swoim i ma ku temu morze argumentów.

Nie zabrakło bułgarskiego humoru (kilka stron dowcipów wywołało mój szczery uśmiech), muzyki (choro, które tańczy się wszędzie i przy wielu okazjach, jest to tradycyjny narodowy taniec) czy opowieści o różnicach polsko – bułgarskich. Jak choćby to, że herbaty nie wypijana się tam codziennie, ale przy problemach żołądkowych. Turystów kierujących się do Bułgarii autorka ostrzega – gdy Bułgar przytakuje „tak”, to znaczy „nie”. A słowo „prosto” w ich rzeczywistości oznacza „na prawo”. Kolejna ciekawostka językowa to znaczenie bułgarskiego słowa „bułka”. Autorka serwuje nam takie drobne smaczki, które stają się niesamowicie barwnym pejzażem.
W Bułgarii jest oczywiste, że w dniu wesela trzeba odtańczyć choro przed domem pana młodego i panny młodej. Nikogo nie dziwi, że w supermarkecie, z jakiejś okazji, gra bałkańska kapela i wije się w choro, do którego włączają się klienci sklepu. Str. 62
Opisy kultury, zabytków, przyrody, zwyczajów mieszkańców, anegdoty, romantyczne legendy i opis lokalnych wierzeń i zwyczajów (zadziwiało mnie to ile rzeczy w Bułgarii uznaje się za lecznicze!). Istny kociołek, ale jakże smaczny i strawny, bo podany w bardzo łagodny, przystępny sposób.

Autorka inspirowała mnie opowieściami o ludziach. Potrafią żyć wolno, spokojnie jeść i przeżywać sjestę w środku dnia. Dbają o relacje i zauważają potrzeby drugiego człowieka. Dla mnie jest to wzór slow life, który tak trudno wydobyć z siebie w codzienności.



Książkę zdecydowanie polecam każdemu, kto lubi poznawać świat i spoglądać na niego inaczej niż zazwyczaj. 

Ta lektura z pewnością nie zawiedzie!

Dziękuję Wydawnictwu Bernardinum za egzemplarz książki!
Tytuł W bałkańskim kociołku
Autor Bożenna Iliev
Liczba stron 256
Wydawnictwo Bernardinum

wtorek, 19 listopada 2019

„Granice w randkowaniu” Henry Cloud, John Townsend

Granice w randkowaniu to publikacja z niepozornym tytułem, który nie oddaje głębi książki. Nazwiska autorów jednak zobowiązują. Wiedziałam, że ta lektura będzie dobra, nie wiedziałam jednak, że aż tak…



Dwóch bardzo dobrych terapeutów i autorów książek dotyczących relacji i stawiania w nich granic. Tym razem dotknęli tematu randkowania. Myliłby się jednak ten, kto spodziewa się wyłącznie wykładni tego na ile można posunąć się w fizycznej bliskości (choć i ten temat jest tu poruszany), gdyż autorzy spojrzeli głęboko i kompleksowo w związki międzypłciowe. Pytanie znajdujące się na okładce trochę już to zapowiada – dlaczego potrzebujemy granic w relacjach z innymi? O tym właśnie jest ta publikacja…

Autorzy zaczynają u źródeł, mówiąc czym jest randkowanie i dlaczego nie zgadzają się z opinią pewnych środowisk, że jest ono niepotrzebne, a wręcz szkodliwe… Płynnie przechodzą w tym do tematu stawiania granic.

Czym tak naprawdę one są? Jaki jest ich cel i podstawy? Terapeuci sięgają do ludzkich skłonności i wad – mówią m.in. o kłamstwach i utracie zaufania w związku, czy o tym jak ważna w tworzeniu głębokiej relacji jest zażyłość z Bogiem (bardzo klarownie ujęli to, jak różnice w duchowości wpływają na rozwój relacji). Powiedzieli wprost o tym, co często mówię młodym narzeczonym – związek nie zapełni w tobie pustki samotności. 



Bardzo cenne były dla mnie wskazówki dotyczące tego, że aby stworzyć relację na głębokiej płaszczyźnie należy kierować się pewnymi preferencjami (wspólne zainteresowania, cele, wartości), wskazują również z kim nie warto się wiązać.
Romantyczność jest wspaniała. Seksualność jest wspaniała. Fizyczna atrakcyjność jest wspaniała. Jednak sedno tkwi w czymś innym: Jeśli te wszystkie wartości nie są zbudowane na trwałej przyjaźni i szacunku dla charakteru partnera, to znaczy, że coś tu jest nie w porządku. Str. 137
Dlaczego dla trwałości związku niezbędna jest przyjaźń? Czy przeciwieństwa rzeczywiście się przyciągają? Ile powinno trwać randkowanie i narzeczeństwo? Skąd w niektórych osobach zbyt szybkie zaangażowanie się w związek i jak sobie z tym radzić (jeśli w ogóle jest to możliwe?)? 

Autorzy nie snują teorii oderwanych od życia. Rady i sugestie, których udzielają wydają mi się bardzo trafione i mądre, jak choćby to, że w życiu każdego człowieka potrzeba wielu mądrych relacji, m. in. z gronem przyjaciół, bo to oni piersi zobaczą, że pakujemy się w toksyczny związek bez szans, albo… jeśli to my jesteśmy tą stroną mniej odpowiedzialną.
Nasi przyjaciele są ważną składową przestrzeni i wolności, pomagają kształtować nasze życie w zdrowy, zrównoważony sposób. s. 212
To, co często trudno jest powiedzieć ludziom mocno zakochanym, terapeuci nazywają bardzo wprost: czasem nie warto mieć nadziei, że coś się zmieni w danej relacji i nie warto utrzymywać jej na siłę.
Kiedy wyczerpiemy wszystkie środki, a mimo to nic się nie zmienia, przychodzi czas, by wyciągnąć wtyczkę. Czas minął i nie ma nadziei na zmianę. Wyznaczamy granicę i trzymajmy się jej. Porzućmy fałszywą nadzieję i zacznijmy wszystko od nowa. Str. 229
Skąd w nas tendencja do szukania winy w innych, a nie w sobie? Co zrobić, gdy jedna strona w relacji nie szanuje uczuć, decyzji i pragnień partnera? 



Autorzy nie lekceważą też tematu, który szczerze mówiąc nasunął mi się jako główny problem z randkowaniem – granice bliskości fizycznej. Są tutaj bardzo stanowczy i jednoznaczni, choć daleko mi do tego by mówić, że są niedzisiejsi i zbyt ortodoksyjni. Potrafią w sposób bardzo jasny, konkretny i poparty przykładami z życia powiedzieć, że seks jest przywilejem małżonków, nikogo więcej…
Jest to najwyższa wartość, jaką mają nasze ciała, przeznaczona dla kogoś, z kim pozostajemy w romantycznym związku. Dlatego też, tak jak i inne rzeczy o wielkiej wartości, przypadkowe zbliżenia seksualne są przejawem głupoty, a w końcu przynoszą złe skutki. Wydamy wszystko, co mamy, a potem nie zostaje nam nic. Str. 280
Miłość czeka, by dawać, a żądza nie może się doczekać, by brać. Str. 292
Henry Cloud i John Townsend nie moralizują. Są terapeutami i dzielą się na kartkach książki swoim zawodowym doświadczeniem, które w znacznej mierze oparte jest również na nauczaniu Pisma Świętego. To co mówią jest bardzo trafne, mądre i trudne. Wymagają wysiłku, który ma jednak skutkować zbudowaniem trwałej, mocnej, głębokiej relacji.
Jest to jedna z tych pozycji, które warto rozdawać narzeczonym i osobom, które poważnie myślą o małżeństwie. Nie ukrywam, że ja jako żona z kilkuletnim stażem sama wyciągnęłam z lektury wiele cennych myśli. 

Czy polecam? Zdecydowanie tak. Choć ostrzegam – po tej lekturze twój związek może się diametralnie zmienić.
Pragnąłbym, abyście taką właśnie wizję wynieśli z lektury tej książki. Granice w randkowaniu są potrzebne po to, by stawać się prawdomównym, troskliwym, odpowiedzialnym i wolnym człowiekiem, zdolnym motywować do rozwoju także tych, którzy się z nami stykają. Str. 326
Dziękuję Oficynie Wydawniczej VOCATIO za możliwość lektury!

Tytuł Granice w randkowaniu
Autorzy dr Henry Cloud oraz dr John Townsend
liczba stron 336
Oficyna Wydawnicza VOCATIO

Książka dostępna jest również w formie ebooka.

poniedziałek, 18 listopada 2019

„Kalendarz adwentowy” Barbara Garczyńska

Adwent to czas szczególny, choć w biegu życia często przeżywam go zbyt szybko, płytko i byle jak. Od kiedy zostałam mamą, w naszym domu pojawiały się różnego rodzaju kalendarze i zadania adwentowe, od dwóch lat chodzimy również na roraty. 

To wszystko jednak zmienia się z roku na rok, w zależności od naszych możliwości czasowych, pokładów twórczości i cierpliwości. Dlatego bardzo cieszę się, że trafiła do nas ta książka…



Kalendarz adwentowy w formie 24 opowiadań stworzono z potrzeby serca. Barbara Garczyńska jest matką, która szukając pozycji na adwent dla własnych dzieci, nie mogła znaleźć nic wartościowego. Stworzyła więc sama to, czego potrzebowała.

Opowiadania są krótkie, idealne na chwilę zatrzymania z dzieckiem – choćby po posiłku czy przed wyjściem do przedszkola czy szkoły. Nie wymagają więc długiego skupienia i walczenia o czas – co dla mnie jest ostatnio pewnym wyzwaniem.



Coś co wzbudzało mój nieustanny zachwyt to to, że opowiadania są bardzo życiowe, ale autorce udało się w nich przemycić niesamowitą głębię (np. wytłumaczyć sens spowiedzi podczas robienia z dzieckiem porządków). Nic nie jest narzucone na siłę, ale wplecione w codzienność rodziny z dwójką małych dzieci.
Yyy… Spowiedź… To taki… Taki porządek w sercu, który robimy, aby przyjąć Jezusa do siebie, kiedy się urodzi. Chcemy mieć czyste serce. Str. 52
Każdego dnia znajdujemy inny temat, przedstawiony podobnie, w formie rozmowy ciekawskiej dziewczynki z rodzicami. Na końcu każdego rozdziału pojawia się okienko z pytaniami do rozmowy z dzieckiem. Nawiązują one do przeczytanego tekstu i zmuszają do refleksji.



Postanowienia adwentowe, lampion roratni, pierniczki, kartki świąteczne, szopka z Lego, list do Świętego Mikołaja, potrawy wigilijne, ubieranie choinki – a gdzieś pomiędzy tym wszystkim głęboka duchowa treść przekazana językiem odpowiednim dla dziecka. Coś, co nam dorosłym być może spowszechniało i wydaje się oczywiste, możemy w sposób barwny i zarazem prosty pokazać dziecku.

Bardzo podoba mi się słowniczek na końcu publikacji. Jeśli można powiedzieć coś bardzo wprost, ale wyczerpująco – to właśnie tak zrobiła to autorka.



Ten kalendarz jest niezwykły pod względem formy i treści. Choć w pierwszym odruchu z kalendarzem adwentowym kojarzą mi się czekoladki wątpliwej jakości w pudełku z okienkami, ta pozycja jest warta tego by się przy niej zatrzymać. Choć na moment, tak byśmy my sami i nasze dzieci mogli ten czas przeżyć czekając na narodziny Jezusa, czyli na to, co w światach jest przecież najważniejsze…



Nam w tym roku będzie towarzyszył właśnie on – do rozmów w drodze do przedszkola, do refleksji i możliwości bycia ze sobą w tym czasie (planuję zrobić jak autorka – np. upiec wspólnie pierniczki, zrobić kartki i zbudować szopkę z Lego). Słowa uczą, ale są ulotne. Jeśli jednak razem z treścią książki poświecę moim dzieciom czas i dam im pole do rozmowy, wierzę, że ten czas mocno zaowocuje. Dziękuję za ułatwienie mi tych przygotowań, bardzo potrzebowałam tego właśnie w tym roku!

Dziękuję Wydawnictwu PROMIC za egzemplarz Kalendarza.

Tytuł Kalendarz adwentowy
Autor Barbara Garczyńska
Liczba stron 112
Wydawnictwo PROMIC

„Hewel. Wszystko jest ulotne oprócz Boga”

Trafiają mi się czasami takie książki, które rozkładają zupełnie na łopatki. Hewel zostawił mnie niby napełnioną po brzegi, ale z jakąś n...