Strony

czwartek, 21 listopada 2019

„W bałkańskim kociołku” Bożenna Iliev

W bałkańskim kociołku to opowieść o Bułgarii z perspektywy kobiety, która wyjechała na chwilę, ale została na lata. Przyciągnęła ją nie tylko różnorodność Bułgarii, ale również mężczyzna, którego poślubiła. Książka bardzo prawdziwa, bo choć jest reportażem, to z domieszką bardzo osobistych przeżyć i subiektywnego spojrzenia.



Bożenna Iliev podaje nam kociołek i to dosłownie. W jej książce znalazłam wiele krótkich historii – o ludziach, zwyczajach, różnicach bułgarsko-polskich, o złożoności i zawiłości przeszłości Bałkanów.


To wszystko przeplatane pięknymi zdjęciami w bardzo dobrej jakości (Wydawnictwo Bernardinum wydało kolejną wizualną perełkę!) oraz niezliczoną ilością przepisów wprost z tamtejszej kuchni. Mnie mocno zaintrygował przepis na kawę…


Autorka przybliża nie tylko samą Bułgarię, ale znajdziemy także opowieści o innych krajach bałkańskich, które mają z nią wiele cech wspólnych. Pokazuje jak trudno oddzielić to, co jest typowo bułgarskie, od tego co macedońskie lub greckie. W bardzo fajny sposób opisała spory co jest czyje i dlaczego – każdy to co dobre, chce nazwać swoim i ma ku temu morze argumentów.

Nie zabrakło bułgarskiego humoru (kilka stron dowcipów wywołało mój szczery uśmiech), muzyki (choro, które tańczy się wszędzie i przy wielu okazjach, jest to tradycyjny narodowy taniec) czy opowieści o różnicach polsko – bułgarskich. Jak choćby to, że herbaty nie wypijana się tam codziennie, ale przy problemach żołądkowych. Turystów kierujących się do Bułgarii autorka ostrzega – gdy Bułgar przytakuje „tak”, to znaczy „nie”. A słowo „prosto” w ich rzeczywistości oznacza „na prawo”. Kolejna ciekawostka językowa to znaczenie bułgarskiego słowa „bułka”. Autorka serwuje nam takie drobne smaczki, które stają się niesamowicie barwnym pejzażem.
W Bułgarii jest oczywiste, że w dniu wesela trzeba odtańczyć choro przed domem pana młodego i panny młodej. Nikogo nie dziwi, że w supermarkecie, z jakiejś okazji, gra bałkańska kapela i wije się w choro, do którego włączają się klienci sklepu. Str. 62
Opisy kultury, zabytków, przyrody, zwyczajów mieszkańców, anegdoty, romantyczne legendy i opis lokalnych wierzeń i zwyczajów (zadziwiało mnie to ile rzeczy w Bułgarii uznaje się za lecznicze!). Istny kociołek, ale jakże smaczny i strawny, bo podany w bardzo łagodny, przystępny sposób.

Autorka inspirowała mnie opowieściami o ludziach. Potrafią żyć wolno, spokojnie jeść i przeżywać sjestę w środku dnia. Dbają o relacje i zauważają potrzeby drugiego człowieka. Dla mnie jest to wzór slow life, który tak trudno wydobyć z siebie w codzienności.



Książkę zdecydowanie polecam każdemu, kto lubi poznawać świat i spoglądać na niego inaczej niż zazwyczaj. 

Ta lektura z pewnością nie zawiedzie!

Dziękuję Wydawnictwu Bernardinum za egzemplarz książki!
Tytuł W bałkańskim kociołku
Autor Bożenna Iliev
Liczba stron 256
Wydawnictwo Bernardinum

wtorek, 19 listopada 2019

„Granice w randkowaniu” Henry Cloud, John Townsend

Granice w randkowaniu to publikacja z niepozornym tytułem, który nie oddaje głębi książki. Nazwiska autorów jednak zobowiązują. Wiedziałam, że ta lektura będzie dobra, nie wiedziałam jednak, że aż tak…



Dwóch bardzo dobrych terapeutów i autorów książek dotyczących relacji i stawiania w nich granic. Tym razem dotknęli tematu randkowania. Myliłby się jednak ten, kto spodziewa się wyłącznie wykładni tego na ile można posunąć się w fizycznej bliskości (choć i ten temat jest tu poruszany), gdyż autorzy spojrzeli głęboko i kompleksowo w związki międzypłciowe. Pytanie znajdujące się na okładce trochę już to zapowiada – dlaczego potrzebujemy granic w relacjach z innymi? O tym właśnie jest ta publikacja…

Autorzy zaczynają u źródeł, mówiąc czym jest randkowanie i dlaczego nie zgadzają się z opinią pewnych środowisk, że jest ono niepotrzebne, a wręcz szkodliwe… Płynnie przechodzą w tym do tematu stawiania granic.

Czym tak naprawdę one są? Jaki jest ich cel i podstawy? Terapeuci sięgają do ludzkich skłonności i wad – mówią m.in. o kłamstwach i utracie zaufania w związku, czy o tym jak ważna w tworzeniu głębokiej relacji jest zażyłość z Bogiem (bardzo klarownie ujęli to, jak różnice w duchowości wpływają na rozwój relacji). Powiedzieli wprost o tym, co często mówię młodym narzeczonym – związek nie zapełni w tobie pustki samotności. 



Bardzo cenne były dla mnie wskazówki dotyczące tego, że aby stworzyć relację na głębokiej płaszczyźnie należy kierować się pewnymi preferencjami (wspólne zainteresowania, cele, wartości), wskazują również z kim nie warto się wiązać.
Romantyczność jest wspaniała. Seksualność jest wspaniała. Fizyczna atrakcyjność jest wspaniała. Jednak sedno tkwi w czymś innym: Jeśli te wszystkie wartości nie są zbudowane na trwałej przyjaźni i szacunku dla charakteru partnera, to znaczy, że coś tu jest nie w porządku. Str. 137
Dlaczego dla trwałości związku niezbędna jest przyjaźń? Czy przeciwieństwa rzeczywiście się przyciągają? Ile powinno trwać randkowanie i narzeczeństwo? Skąd w niektórych osobach zbyt szybkie zaangażowanie się w związek i jak sobie z tym radzić (jeśli w ogóle jest to możliwe?)? 

Autorzy nie snują teorii oderwanych od życia. Rady i sugestie, których udzielają wydają mi się bardzo trafione i mądre, jak choćby to, że w życiu każdego człowieka potrzeba wielu mądrych relacji, m. in. z gronem przyjaciół, bo to oni piersi zobaczą, że pakujemy się w toksyczny związek bez szans, albo… jeśli to my jesteśmy tą stroną mniej odpowiedzialną.
Nasi przyjaciele są ważną składową przestrzeni i wolności, pomagają kształtować nasze życie w zdrowy, zrównoważony sposób. s. 212
To, co często trudno jest powiedzieć ludziom mocno zakochanym, terapeuci nazywają bardzo wprost: czasem nie warto mieć nadziei, że coś się zmieni w danej relacji i nie warto utrzymywać jej na siłę.
Kiedy wyczerpiemy wszystkie środki, a mimo to nic się nie zmienia, przychodzi czas, by wyciągnąć wtyczkę. Czas minął i nie ma nadziei na zmianę. Wyznaczamy granicę i trzymajmy się jej. Porzućmy fałszywą nadzieję i zacznijmy wszystko od nowa. Str. 229
Skąd w nas tendencja do szukania winy w innych, a nie w sobie? Co zrobić, gdy jedna strona w relacji nie szanuje uczuć, decyzji i pragnień partnera? 



Autorzy nie lekceważą też tematu, który szczerze mówiąc nasunął mi się jako główny problem z randkowaniem – granice bliskości fizycznej. Są tutaj bardzo stanowczy i jednoznaczni, choć daleko mi do tego by mówić, że są niedzisiejsi i zbyt ortodoksyjni. Potrafią w sposób bardzo jasny, konkretny i poparty przykładami z życia powiedzieć, że seks jest przywilejem małżonków, nikogo więcej…
Jest to najwyższa wartość, jaką mają nasze ciała, przeznaczona dla kogoś, z kim pozostajemy w romantycznym związku. Dlatego też, tak jak i inne rzeczy o wielkiej wartości, przypadkowe zbliżenia seksualne są przejawem głupoty, a w końcu przynoszą złe skutki. Wydamy wszystko, co mamy, a potem nie zostaje nam nic. Str. 280
Miłość czeka, by dawać, a żądza nie może się doczekać, by brać. Str. 292
Henry Cloud i John Townsend nie moralizują. Są terapeutami i dzielą się na kartkach książki swoim zawodowym doświadczeniem, które w znacznej mierze oparte jest również na nauczaniu Pisma Świętego. To co mówią jest bardzo trafne, mądre i trudne. Wymagają wysiłku, który ma jednak skutkować zbudowaniem trwałej, mocnej, głębokiej relacji.
Jest to jedna z tych pozycji, które warto rozdawać narzeczonym i osobom, które poważnie myślą o małżeństwie. Nie ukrywam, że ja jako żona z kilkuletnim stażem sama wyciągnęłam z lektury wiele cennych myśli. 

Czy polecam? Zdecydowanie tak. Choć ostrzegam – po tej lekturze twój związek może się diametralnie zmienić.
Pragnąłbym, abyście taką właśnie wizję wynieśli z lektury tej książki. Granice w randkowaniu są potrzebne po to, by stawać się prawdomównym, troskliwym, odpowiedzialnym i wolnym człowiekiem, zdolnym motywować do rozwoju także tych, którzy się z nami stykają. Str. 326
Dziękuję Oficynie Wydawniczej VOCATIO za możliwość lektury!

Tytuł Granice w randkowaniu
Autorzy dr Henry Cloud oraz dr John Townsend
liczba stron 336
Oficyna Wydawnicza VOCATIO

Książka dostępna jest również w formie ebooka.

poniedziałek, 18 listopada 2019

„Kalendarz adwentowy” Barbara Garczyńska

Adwent to czas szczególny, choć w biegu życia często przeżywam go zbyt szybko, płytko i byle jak. Od kiedy zostałam mamą, w naszym domu pojawiały się różnego rodzaju kalendarze i zadania adwentowe, od dwóch lat chodzimy również na roraty. 

To wszystko jednak zmienia się z roku na rok, w zależności od naszych możliwości czasowych, pokładów twórczości i cierpliwości. Dlatego bardzo cieszę się, że trafiła do nas ta książka…



Kalendarz adwentowy w formie 24 opowiadań stworzono z potrzeby serca. Barbara Garczyńska jest matką, która szukając pozycji na adwent dla własnych dzieci, nie mogła znaleźć nic wartościowego. Stworzyła więc sama to, czego potrzebowała.

Opowiadania są krótkie, idealne na chwilę zatrzymania z dzieckiem – choćby po posiłku czy przed wyjściem do przedszkola czy szkoły. Nie wymagają więc długiego skupienia i walczenia o czas – co dla mnie jest ostatnio pewnym wyzwaniem.



Coś co wzbudzało mój nieustanny zachwyt to to, że opowiadania są bardzo życiowe, ale autorce udało się w nich przemycić niesamowitą głębię (np. wytłumaczyć sens spowiedzi podczas robienia z dzieckiem porządków). Nic nie jest narzucone na siłę, ale wplecione w codzienność rodziny z dwójką małych dzieci.
Yyy… Spowiedź… To taki… Taki porządek w sercu, który robimy, aby przyjąć Jezusa do siebie, kiedy się urodzi. Chcemy mieć czyste serce. Str. 52
Każdego dnia znajdujemy inny temat, przedstawiony podobnie, w formie rozmowy ciekawskiej dziewczynki z rodzicami. Na końcu każdego rozdziału pojawia się okienko z pytaniami do rozmowy z dzieckiem. Nawiązują one do przeczytanego tekstu i zmuszają do refleksji.



Postanowienia adwentowe, lampion roratni, pierniczki, kartki świąteczne, szopka z Lego, list do Świętego Mikołaja, potrawy wigilijne, ubieranie choinki – a gdzieś pomiędzy tym wszystkim głęboka duchowa treść przekazana językiem odpowiednim dla dziecka. Coś, co nam dorosłym być może spowszechniało i wydaje się oczywiste, możemy w sposób barwny i zarazem prosty pokazać dziecku.

Bardzo podoba mi się słowniczek na końcu publikacji. Jeśli można powiedzieć coś bardzo wprost, ale wyczerpująco – to właśnie tak zrobiła to autorka.



Ten kalendarz jest niezwykły pod względem formy i treści. Choć w pierwszym odruchu z kalendarzem adwentowym kojarzą mi się czekoladki wątpliwej jakości w pudełku z okienkami, ta pozycja jest warta tego by się przy niej zatrzymać. Choć na moment, tak byśmy my sami i nasze dzieci mogli ten czas przeżyć czekając na narodziny Jezusa, czyli na to, co w światach jest przecież najważniejsze…



Nam w tym roku będzie towarzyszył właśnie on – do rozmów w drodze do przedszkola, do refleksji i możliwości bycia ze sobą w tym czasie (planuję zrobić jak autorka – np. upiec wspólnie pierniczki, zrobić kartki i zbudować szopkę z Lego). Słowa uczą, ale są ulotne. Jeśli jednak razem z treścią książki poświecę moim dzieciom czas i dam im pole do rozmowy, wierzę, że ten czas mocno zaowocuje. Dziękuję za ułatwienie mi tych przygotowań, bardzo potrzebowałam tego właśnie w tym roku!

Dziękuję Wydawnictwu PROMIC za egzemplarz Kalendarza.

Tytuł Kalendarz adwentowy
Autor Barbara Garczyńska
Liczba stron 112
Wydawnictwo PROMIC

piątek, 15 listopada 2019

Jesienne nowości dla dzieci

U progu jesieni pojawiły się w naszym domu dwie nowości dla dzieci od Wydawnictwa Dreams. Obie bardzo wartościowe i dobre, więc zapraszam na krótką opowieść o naszych wrażeniach.




Zaczęliśmy od kolorowej książki z baśnią, która nie dość, że jest w pięknej, twardej oprawie – w środku zawiera ciekawe i niecodzienne ilustracje.







Lubię czytać synom przed snem. Lili w Krainie Baśni to opowieść długa i zawierająca bardzo dużo tekstu, więc czytaliśmy ją kilka wieczorów pod rząd – co często kończyło się tym, że kolejnego dnia chłopcy zastanawiali się co dziś spotka małą bohaterkę i czy uda jej się pokonać Złego Baśniarza.

Lili jest z pozoru zwykłą dziewczynką. Gdy była jeszcze bardzo mała, została znaleziona przez starą kwiaciarkę, która wychowywała ją jak córkę. 

Gdy dziewczynka zaczyna rosnąć i widzi, że nie ma mamy jak inne dzieci, postanawia ją odnaleźć. Wyrusza na długą wędrówkę w głąb lasu. 

Na jej drodze stanie dziwny wędrowiec, który jest początkiem zaskakującej historii. Lila trafia do baśniowego świata i słyszy, że jest jedyną osobą mogąca uratować baśnie przed Złym Baśniarzem, który chce zmienić treść wszystkich ksiąg świata. Mała bohaterka zaczyna walczyć z nieznanym – książka świetnie opisuje jej lęki, walkę dobra ze złem i siłę przyjaźni. 

Mimo, że to z pozoru zwykła baśń, mój 6 letni syn wyniósł z niej wiele cennych myśli – np. to, że dobro jest silniejsze niż zło i że nie zawsze lęk, który czujemy oznacza, że nic nie da się już zrobić.

Zdecydowanie polecam tę lekturę dla dzieci od wieku przedszkolnego – choć mój 3 latek niewiele wychwycił z samego przesłania. Dla niego jednak ważna była sama przygoda, a tej w książce nie brakuje.

Tytuł Lili w Krainie Baśni
Autor Nadiia Prystai
Liczba stron 112
Wydawnictwo Dreams


grafika jest własnością Wydawnictwa Dreams


Druga pozycja jest zupełnie inna… Piękna Pani to opowieść o objawieniu Matki Bożej dwóm pastuszkom. Opowieść spisana językiem przystępnym dla małego odbiorcy.



Melania i Maksymin bawią się wspólnie, pilnując na alpejskich wzgórzach powierzonej im zwierzyny. W pewnym momencie staje przed nimi postać, która przekazuje im ważne przesłanie, prosząc:
ogłoście to całemu mojemu ludowi.
Dzieci opowiadają o tym dorosłym, co nie każdemu jednak się podoba.
Wielu nie wierzy w objawienie, inni starają się za wszelką cenę zapobiec temu, by zostało obwieszczone mieszkańcom La Salette. Książka jest opisem tego, jak wyglądało nie tylko spotkanie z Matką Bożą, ale również zmagań małych bohaterów. Pięknie pokazano również dalsze losy dzieci.





Szczerze mówiąc nie potrafiłabym opowiedzieć dzieciom o objawieniach maryjnych, tak jak zrobiła to Lidia Miś. Choć nie jest to lektura łatwa, dzieci w wieku wczesnoszkolnym są w stanie ją zrozumieć i przyswoić (mój 6 letni Jaś o wiele rzeczy dopytywał, ale rozumiał sens całości). Dzieci starsze, które czytają już samodzielnie, z pewnością zrozumieją i przyswoją tę książkę bez trudności.

Prosty język, piękne ilustracje i fabuła nawiązująca do autentycznych wydarzeń z 19 września 1846 r. w La Salette. Mnie samą ta książka poruszyła i ubogaciła. Polecam dla dzieci starszych i rodziców w każdym wieku 🙂

Tytuł Piękna Pani
Autor Lidia Miś
Liczba stron 88
Wydawnictwo Dreams

 
grafika jest własnością Wydawnictwa Dreams

Dziękuję Wydawnictwu Dreams za możliwość spędzenia wartościowych chwil przy lekturze!

czwartek, 7 listopada 2019

„Żywe paradoksy. Zasada katolickiego i/i” Robert Barron

Zazwyczaj nie czytam esejów czy felietonów, chyba że dotykają ściśle tematyki, w której szukam inspiracji. Na początku wahałam się czy sięgnąć po tę książkę. Biskup, eseje, sprzeczności… Przeczuwałam, że nic strawnego z tego nie będzie. 

Przeczytałam jednak kilka opinii o samym autorze i pomyślałam: dobra, wchodzę w to, sprawdzam! I to była świetna decyzja!
Robert Barron jest biskupem pomocniczym diecezji Los Angeles, niektórzy mawiają też, że biskupem Internetu, bo działa w nim tak, że przyciąga do Kościoła Katolickiego wielu odbiorców. Co takiego ma w sobie ten autor?



Czytając Żywe paradoksy. Zasada katolickiego i/i musiałam momentami mocno wysilać się intelektualnie. Innym razem esej okazał się być spokojnym spacerkiem zmęczonej mamy, który przyniósł ukojenie. Jeszcze innym – pomógł w podniesieniu ciśnienia krwi lepiej niż kawa. Przyznaję – nie spodziewałam się tak bezpośredniej narracji, takiej głębi, ani rzec by można bardzo ludzkiego oblicza biskupa, który pisze tak, że chce się więcej i więcej.
Gdy więc mówi mi się, że oczekiwanie leży w centrum życia duchowego, nie jestem zadowolony, bo i tam pragnę odpowiedzi, pokierowania, jasności – i chcę je otrzymać szybko. Pragnę czuć się szczęśliwy i wiedzieć, co czyni Bóg; chcę, by moje życie miało sens – teraz. Cieszę się, że żyję życiem duchowym, ale chcę nim kierować i sprawiać, by rozwijało się wedle mojego planu: Biegnij, Barron, biegnij. Wszystko to jest do głębi niechętne duchowi i nastrojowi Adwentu. Str. 350
Autor porusza tematykę grzechu i miłosierdzia, wiary i rozumu, materii i ducha, wolności i dyscypliny oraz cierpienia i radości. Każdy z esejów komponuje się z danym rozdziałem, choć są odrębne, poruszają inne strony danego zagadnienia.
Krótkie, zwięzłe, ale oddające sedno. Dla mnie momentami były kwintesencją patrzenia po katolicku, z niesamowitą głębia i zrozumieniem.
Kościół katolicki chce, by ludzie używali rozumu z taką siłą i energią, jak tylko się da – w tym w dużej mierze rozumowania naukowego. Następnie jednak zaprasza ich, u kresu tych usiłowań, do słuchania, do zaufania, do wiary. Str. 94
Nie byłam w stanie czytać tych felietonów ciągiem, często odkładałam książkę na później, by wrócić do niej… po kilku godzinach, bo moja ciekawska natura nie dawała mi spokoju. Tak, te eseje pobudziły we mnie struny, których w sobie często nie widzę. Lubię poznawać świat, różne spojrzenia na to, czym na co dzień żyję – bp Robert Barron daje ku temu niesamowitą okazję.
Jedną z najważniejszych katolickich zasad interpretacyjnych Biblii jest wyczulenie czytelnika na gatunek lub rodzaj literacki tekstu, z którym ma do czynienia. Tak, jak na przekór intuicji byłoby czytać Moby Dicka jako powieść historyczną czy Ziemię jałową jako naukę społeczną, tak głupstwem byłoby interpretować Pieśń nad Pieśniami jako, powiedzmy, gatunek dziennikarski, czy Ewangelię Mateusza jak powieść detektywistyczną. Podobnie głęboko problematyczne jest odczytywanie rozdziałów Księgi Rodzaju jako traktatu naukowego. Str. 132
Czytając w przedmowie słowa dra Petera Kreeft o tym, że często narzekamy na jakość i nudę katolickich kazań i esejów nie mogłam się z nim nie zgodzić. Jak twierdzi – nie ma zbyt wielu wielkich proroków i kaznodziejów. Kończy jednak słowami: do teraz.
Po lekturze całości esejów pozostaje mi tylko pokiwać głową na znak zgody i zachęcić do sięgnięcia po tę książkę. Zdecydowanie warto!
A zatem ochrzczeni kapłani powinni najpierw uosabiać harmonię, jakiej pragnie Bóg między sobą a stworzonymi na Jego obraz i podobieństwo. Mają na nią wpływ dzięki własnemu intensywnemu życiu modlitewnemu, sakramentom i mszy świętej. Pielęgnując własną prawdziwą przyjaźń z Chrystusem, realizują swą kapłańską tożsamość i cel życia. Następnie są posyłani do rodzin, społeczności, miejsc pracy, na areny polityczne i kulturalne etc., by nieść integralność, którą odnaleźli, niczym zaczyn świętości. Jeśli ochrzczeni kapłani przestaną się modlić, chodzić na mszę i przystępować do sakramentów, staną się w krótkim czasie jak sól, która straciła smak. Str. 170

 

Tytuł Żywe paradoksy. Zasada katolickiego i/i
Autor bp Robert Barron
Liczba stron 360
Wydawnictwo W drodze

Dziękuję Wydawnictwu W drodze ze egzemplarz recenzencki!

sobota, 2 listopada 2019

„Traktuj ją jak cenny skarb”, „Traktuj go jak cenny skarb” Mark Gungor

Mark Gungor to jeden z najbardziej rozpoznawalnych mówców chrześcijańskich, który porusza temat relacji damsko-męskich. Robi to w sposób oryginalny i charakterystyczny.
Znam osoby, które zachwycają się jego wystąpieniami i publikacjami, znam też takie, które omijają je szerokim łukiem.

Choć mnie zdecydowanie bliżej do tej pierwszej grupy, mój mąż jest nie do końca przekonany co do stylu autora. Gdy przeczytał książkę 9 małżeńskich porad, a każda warta MILION DOLARÓW (TUTAJ), stwierdził, że ten autor go nie przekonuje.

Gungor jest amerykańskim pastorem, czuć to w stylu w jaki przemawia. Jest lekki, bardzo bezpośredni, choć nieinfantylny. Osobiście lubię taki sposób przekazu, lecz są osoby (w tym mój mąż), które właśnie ten styl mówienia bardziej odpycha niż przyciąga.

Dziś chciałabym pokazać dwie publikacje – jedna dla żony, druga dla męża. Przeczytałam obie i w moim odczuciu warto by trafiły do domu każdego małżeństwa, które czuje, że nie wszystko funkcjonuje idealnie.



Dlaczego nie traktujesz żony jak kelnerki w luksusowej restauracji? Skąd przekonanie Gungora, że gdyby kobiety traktowały męża jak swojego ukochanego futrzaka, to ten byłby dużo bardziej szczęśliwy?

Choć na pierwszy rzut oka porównania autora mogą wydawać się dziwne i infantylne – wcale takie nie są! Zadziwił mnie rozdział o traktowaniu męża jak swojego ginekologa (bo spodziewałam się innej puenty!) oraz kilka pojedynczych zdań, przy których uśmiechałam się z powodu poczucia humoru autora – choć tak naprawdę ten śmiech budził też sporą dozę refleksji.





Dla mnie największą zaletą tych publikacji jest to, że autor nie owija w bawełnę, nie bawi się w polityczną poprawność. Mówi bardzo prosto, jednoznacznie, a to co głosi opiera na nauce Pisma Świętego.
Mimo to Hollywood nadal kompletnie lekceważy seks małżeński, gloryfikując jednorazowe numerki. A szczytem tej głupoty jest to, że „kochankowie” z ekranu są ostrożni i używają prezerwatywy. Tak, muszą jej użyć, bo seks z nieznajomą osobą jest nie tylko słaby, ale może też zagrażać życiu. A dobry seks z prezerwatywą? Serio?! Seks z kondomem jest jak jedzenie lodów ze skarpetką na języku. Piękno ciepłego, małżeńskiego seksu polega na tym, że NIE MUSZĘ ZAKŁADAĆ PREZERWATYWY, KTÓRA ZABIJA WSZELKIE PRZYJEMNE ODCZUCIA! Str. 61 (wyróżnienie autora)
Wiele osób, które poznaję na kursach dla narzeczonych żyje w poczuciu, że nie spotkają na swojej drodze trudności. Wiele małżeństw, które znam te trudności o mało nie doprowadziły do rozstania.
Myślę, że potrzebujemy takiego głosu jak Gungora – choćby budził w nas szok, niedowierzanie czy niechęć. Przebijając się przez styl, można dotknąć niesamowitej głębi i przekazu, który może pomóc wyprowadzić z kryzysu wiele małżeństw. 

Tytuł Traktuj ją jak cenny skarb
Traktuj go jak cenny skarb
Autor Mark Gungor, Jenna McCarthy
Wydawnictwo Oficyna Wydawnicza VOCATIO

Książki można nabyć w pakiecie tutaj 
Dostępne są również w salonach sieci EMPIK.